Kocham dzieło Ducha Świętego. Spotkania z Katechizmem Kościoła Katolickiego
O Bogu Ojcu potrafimy powiedzieć, że jest Stwórcą. Gdy myślimy o Jezusie Chrystusie, przed oczami stają nam konkretne wydarzenia opisane w Ewangelii. A co powiedzieć o Duchu Świętym?
Najczęściej przypominamy sobie gołębicę, ogień, wiatr albo wydarzenie Pięćdziesiątnicy. Duch Święty może pozostawać dla nas najbardziej tajemniczą Osobą Trójcy Świętej. Wyznajemy w Credo, że jest „Panem i Ożywicielem”, ale znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie: gdzie dostrzegam Jego działanie dzisiaj?
Właśnie to pytanie wydaje mi się dobrym kluczem do Kocham dzieło Ducha Świętego. Spotkania z Katechizmem Kościoła Katolickiego księdza arcybiskupa Stanisława Budzika. To trzeci i ostatni tom cyklu. Tym razem autor nie zatrzymuje się jednak wyłącznie na wyjaśnianiu, kim jest Duch Święty. Pokazuje przede wszystkim Jego dzieło. A jest nim między innymi Kościół, sakramenty, modlitwa i całe życie chrześcijanina.
Duch Święty – Wielki Nieznajomy?
O Duchu Świętym mówimy stosunkowo często. Wymieniamy Go, czyniąc znak krzyża. Wyznajemy w Credo. Przyzywamy podczas liturgii. O Jego dary modlimy się przed bierzmowaniem. Śpiewamy: „O Stworzycielu, Duchu, przyjdź”. A jednak łatwo odnieść wrażenie, że pozostaje najmniej znaną Osobą Trójcy Świętej. Być może wynika to również ze sposobu, w jaki objawia swoją obecność. Nie możemy stworzyć Jego portretu. Posługujemy się symbolami zaczerpniętymi z Biblii: ogniem, wodą, namaszczeniem, obłokiem, światłem czy gołębicą. Ducha nie widzimy. Widzimy natomiast skutki Jego działania. Podobnie jak nie widzimy wiatru, ale obserwujemy poruszające się pod jego wpływem gałęzie, tak obecność Ducha Świętego rozpoznajemy po tym, czego dokonuje w człowieku i Kościele. I właśnie w tym kierunku prowadzi czytelnika arcybiskup Budzik: zamiast próbować zamknąć Ducha Świętego w definicji, uczy dostrzegać Jego ślady.
Kościół – dzieło Ducha Świętego
Jednym z najmocniejszych tematów książki jest Kościół. To interesujący wybór, ponieważ o Kościele bardzo łatwo mówić wyłącznie jak o instytucji. Widzimy struktury, urzędy, duchownych, parafie, diecezje, dokumenty, problemy i – niestety – również grzechy jego członków. Autor nie ucieka od napięcia pomiędzy tym, co Boskie, a tym, co bardzo ludzkie. Proponuje jednak zmianę perspektywy. Na Kościół nie wystarczy patrzeć jedynie jak na organizację stworzoną przez ludzi. Wiara każe dostrzec w nim rzeczywistość, w której pomimo ludzkiej słabości działa Duch Święty. Nie oznacza to oczywiście zamykania oczu na grzech, wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego, że Kościół jest dziełem Ducha, nieustannie potrzebuje oczyszczenia, odnowy i nawrócenia swoich członków. Ta perspektywa wydaje mi się szczególnie cenna. Łatwo bowiem popaść w jedną z dwóch skrajności: idealizować Kościół i nie dostrzegać jego ludzkich słabości albo widzieć wyłącznie słabości i zapomnieć o jego tajemnicy. Abp Budzik próbuje uniknąć obu uproszczeń.
Święty Kościół grzesznych ludzi
To jeden z paradoksów chrześcijaństwa. W Credo wyznajemy wiarę w „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, a jednocześnie doskonale wiemy, że tworzą go ludzie grzeszni.Jak pogodzić jedno z drugim? Świętość Kościoła nie oznacza przecież, że każdy jego członek jest święty ani że wszystkie decyzje podejmowane w jego historii były właściwe.Źródło świętości znajduje się gdzie indziej. Jest nim Bóg.
Duch Święty działa w Kościele pomimo niedoskonałości jego członków. Prowadzi, uświęca, obdarza darami, odnawia i nieustannie wzywa do nawrócenia. Takie spojrzenie pozwala uniknąć bardzo wygodnej pułapki: myślenia o Kościele wyłącznie w trzeciej osobie. „Oni powinni się zmienić”. „Kościół powinien się nawrócić”. Tymczasem jeśli jestem częścią Kościoła, jego odnowa zaczyna się również ode mnie.
Duch, który buduje wspólnotę
Działanie Ducha Świętego kojarzymy czasem przede wszystkim z niezwykłymi doświadczeniami: charyzmatami, silnymi przeżyciami modlitewnymi czy nadzwyczajnymi wydarzeniami. Tymczasem jednym z najważniejszych Jego dzieł jest coś znacznie bardziej codziennego – jedność. Duch nie prowadzi człowieka do izolacji, ale buduje wspólnotę. Obdarza różnymi darami, ale nie po to, abyśmy porównywali się ze sobą i rozstrzygali, czyj dar jest ważniejszy. Różnorodność ma służyć jednemu Ciału. To bardzo potrzebna perspektywa również dla współczesnego Kościoła. Możemy różnić się duchowością, wrażliwością, sposobem modlitwy czy formą zaangażowania. Jedność nie oznacza przecież identyczności. Pytanie brzmi raczej: czy moje dary budują wspólnotę, czy służą przede wszystkim mnie?
Gdzie spotkać Ducha Świętego?
Odpowiedź książki jest znacznie mniej spektakularna, niż moglibyśmy oczekiwać. Duch Święty działa w sakramentach, jest obecny w modlitwie, prowadzi Kościół, rozdaje dary, uświęca człowieka. Pomaga również wierzyć. Działa więc również tam, gdzie z powodu przyzwyczajenia możemy już niczego niezwykłego nie zauważać. To ważne przypomnienie, ponieważ czasami człowiek szuka nadzwyczajnych znaków działania Boga, a nie dostrzega łaski otrzymywanej w rzeczywistości, która stała się dla niego codziennością.Duch Święty nie musi działać spektakularnie, aby działać naprawdę.
Sakramenty – nie tylko religijne obrzędy
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają sakramenty. Można patrzeć na nie jak na kolejne etapy religijnego życia: chrzest dziecka, Pierwsza Komunia, bierzmowanie, ślub… Niestety, łatwo sprowadzić je do uroczystości, rodzinnej tradycji albo wydarzeń, które trzeba „zaliczyć”. Tymczasem sakrament jest miejscem działania Boga. Duch Święty sprawia, że nie pozostajemy jedynie przy wspominaniu wydarzeń zbawczych. Łaska Chrystusa staje się rzeczywiście obecna w życiu człowieka. Ta perspektywa pozwala inaczej spojrzeć również na sakramenty przyjmowane wielokrotnie. Czy Eucharystia jest dla spotkaniem z żywym i prawdziwym Bogiem? Czy spowiedź jest tylko przykrym obowiązkiem? I wreszcie, czy naprawdę wierzę, że poprzez te znaki działa Bóg? Pytania o Ducha Świętego bardzo szybko stają się pytaniami o nasze życie sakramentalne.
Duch Święty przychodzi również na modlitwie
Prawdą jest, że nie zawsze potrafimy się modlić. Czasami brakuje słów, innym razem przychodzi rozproszenie, zniechęcenie albo poczucie, że nasza modlitwa zatrzymuje się gdzieś na suficie. Właśnie wtedy szczególnego znaczenia nabiera prawda o Duchu Świętym obecnym w życiu modlącego się człowieka. Modlitwa nie jest wyłącznie naszym wysiłkiem zmierzającym do Boga. Bóg sam pierwszy uzdalnia człowieka do spotkania z Nim. Ta myśl może zmienić sposób patrzenia na modlitwę. Nie wszystko zależy od mojego nastroju, koncentracji czy umiejętności wypowiadania pięknych słów. Czasami najuczciwszą modlitwą może być po prostu wołanie: Przyjdź, Duchu Święty.
Maryja i Duch Święty
W książce pojawia się również temat Maryi. Nie jest to przypadkowe. Jej życie pokazuje bowiem bardzo wyraźnie, czym może być otwarcie człowieka na działanie Ducha Świętego. Maryja nie realizuje własnego projektu zbawienia świata. Odpowiada na inicjatywę Boga. Pozwala Mu działać. Jej fiat – „niech mi się stanie” – staje się zgodą na coś, czego sama nie mogła wcześniej zaplanować. W tym sensie Maryja pokazuje ważny wymiar chrześcijańskiego życia. Otwarcie na Ducha Świętego nie oznacza jedynie proszenia Boga, aby pomógł nam zrealizować nasze plany. Czasami oznacza zgodę, aby to On zmienił plany.
Dary nie są trofeami
Mówiąc o Duchu Świętym, trudno pominąć temat darów i charyzmatów. Łatwo jednak potraktować je jak duchowe wyróżnienia. Ktoś ma niezwykły dar, więc wydaje się bardziej pobożny, ważniejszy albo bliższy Bogu. Tymczasem dar otrzymuje się nie po to, aby go podziwiać. Ma służyć. Jeżeli Duch Święty obdarza człowieka konkretną zdolnością, jej ostatecznym celem jest dobro innych i budowanie Kościoła. Ta perspektywa dobrze chroni przed duchowym indywidualizmem. Istotne jest nie jakie mam dary, ale w jaki sposób nimi służę?
Odpuszczenie grzechów – dzieło, które wciąż trwa
Trzeci tom prowadzi czytelnika również ku prawdzie o odpuszczeniu grzechów. To szczególnie ważne, ponieważ działanie Ducha Świętego nie polega jedynie na dawaniu człowiekowi siły do czynienia dobra. Bóg odnawia również to, co zostało zniszczone przez grzech. Chrześcijaństwo nie jest religią ludzi bezbłędnych. Jest religią ludzi, którzy mogą zaczynać od nowa. Duch Święty nie tylko pokazuje człowiekowi prawdę o jego grzechu, ale prowadzi go ku przebaczeniu i przemianie. Dzięki temu nawrócenie nie oznacza jedynie rozpamiętywania własnych upadków. Jego celem jest nowe życie.
Kościół nie kończy się na tym świecie
W końcowych rozważaniach perspektywa jeszcze bardziej się rozszerza. Pojawiają się zmartwychwstanie ciała i życie wieczne. Dzięki temu czytelnik odkrywa, że dzieło Ducha Świętego nie ogranicza się do pomagania nam w prowadzeniu nieco lepszego życia tu i teraz. Cel jest znacznie większy. Chrześcijańska nadzieja dotyczy całego człowieka i jego ostatecznego przeznaczenia. Duch, który daje życie, prowadzi stworzenie ku jego spełnieniu. W ten sposób ostatni tom dobrze zamyka cały cykl. Rozważania rozpoczynające się od Boga i Jego działania prowadzą ostatecznie do pytania o wieczność człowieka.
Najbardziej „kościelny” tom serii
Jeśli miałbym wskazać cechę szczególnie odróżniającą Kocham dzieło Ducha Świętego od dwóch wcześniejszych książek, byłoby nią właśnie mocne skupienie na Kościele. Uważam to za ogromnę zaletę. Dzisiaj łatwo spotkać deklarację: „Chrystus – tak, Kościół – nie”. Arcybiskup Budzik pokazuje, dlaczego z perspektywy katolickiej takie rozdzielenie jest problematyczne. Duch Święty nie prowadzi jedynie pojedynczych osób gdzieś obok wspólnoty. Jednym z Jego dzieł jest właśnie Kościół. Nie znaczy to, że każda decyzja człowieka Kościoła jest natchniona przez Ducha Świętego. Nie oznacza również, że krytyka konkretnych błędów staje się czymś niewłaściwym. Oznacza natomiast, że Kościoła nie da się zrozumieć wyłącznie za pomocą kategorii socjologicznych, politycznych czy organizacyjnych. Dla człowieka wierzącego pozostaje tajemnicą.
Czy ma słabsze strony?
Trzeci tom podejmuje bardzo szeroki zakres zagadnień: Duch Święty, Kościół, jego struktura, powołania, Maryja, sakramenty, przebaczenie, zmartwychwstanie i życie wieczne – już samo wyliczenie pokazuje, jak wiele tematów pojawia się na kolejnych stronach. Ma to swoją cenę, czytelnik oczekujący książki poświęconej wyłącznie osobie Ducha Świętego może być zaskoczony, że znaczna część rozważań dotyczy Kościoła i kolejnych prawd Credo. Z drugiej strony właśnie tytuł pomaga właściwie odczytać zamysł autora. Nie otrzymujemy książki zatytułowanej „Duch Święty”. Otrzymujemy Kocham dzieło Ducha Świętego. Autor chce więc pokazać nie tylko, kim jest Paraklet, lecz również co czyni.
Dla kogo jest ta książka?
Szczególnie poleciłbym ją osobom, które chciałyby lepiej zrozumieć katolickie spojrzenie na Kościół. Może okazać się cenna również dla tych, którzy chcą pogłębić swoją relację z Duchem Świętym i nauczyć się dostrzegać Jego obecność poza nadzwyczajnymi doświadczeniami religijnymi. Skorzystają z niej także osoby zaangażowane we wspólnoty, katecheci, animatorzy i wszyscy, którzy zadają sobie pytania o własne miejsce w Kościele. Być może o wiele ważniejsze od pytania: „co Duch Święty może mi dać?” jest inne: co Duch Święty chce przeze mnie uczynić?
Podsumowanie
Wierzę w Boga Ojca prowadziło czytelnika ku wierze. Ufam Synowi Bożemu kierowało uwagę ku zaufaniu Chrystusowi. Ostatni tom wprowadza jeszcze jedno słowo: kocham. I właśnie ono jest najbardziej wymagające, ponieważ łatwo jest mówić o Kościele wtedy, kiedy zachwyca. Znacznie trudniej kochać go, widząc również ludzką słabość. Łatwo prosić Ducha Świętego o Jego dary, ale o wiele trudniej pozwolić, aby zmieniał nasze plany. Podobnie łatwo modlić się o odnowę Kościoła, ale znacznie trudniej zgodzić się, aby tę odnowę rozpoczął ode mnie.
Kocham dzieło Ducha Świętego księdza arcybiskupa Stanisława Budzika przypomina, że Duch Święty nie jest jedynie prawdą wiary wspominaną podczas odmawiania Credo. Jest Tym, który działa: ożywia, uświęca, jednoczy, obdarza, prowadzi i odnawia. Dlatego po przeczytaniu trzeciego tomu pozostaje pytanie bardzo konkretne: czy potrafię dostrzec dzieło Ducha Świętego – i czy pozwalam Mu tworzyć je również przeze mnie?