Czy jestem w mafii?
Kilka miesięcy temu, podczas rozmowy usłyszałem dość osobiste pytanie: Czy zawsze chciałeś być księdzem? Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: Nie. Nie zawsze chciałem. Opowiedziałem o swojej drodze powołania, o wątpliwościach, o tym, że Bóg często działa w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy skończyłem mówić, mój rozmówca wzruszył ramionami i stwierdził: Dla mnie Kościół i księża to mafia. To jedno zdanie zabrzmiało jak wyrok. Nie dlatego, że usłyszałem krytykę. Z krytyką księża spotykają się niemal każdego dnia. Zabolało mnie coś innego. Uświadomiłem sobie, że dla wielu ludzi nie ma znaczenia, kim jestem jako człowiek. Dla niech nie liczy się moje życie, moja uczciwość ani to, ile dobra próbuję czynić. Wystarczy sutanna, by zostać ocenionym.
Odpowiedzialność zbiorowa
Żyjemy w czasach, w których coraz częściej oceniamy całe grupy ludzi przez pryzmat jednostek. Jeżeli lekarz popełni błąd, nikt nie mówi, że wszyscy lekarze są źli. Gdy policjant złamie prawo, nie twierdzimy, że cała policja jest przestępczą organizacją. Jeżeli nauczyciel dopuści się przestępstwa, nie potępiamy wszystkich pedagogów.
Dlaczego więc w przypadku księży tak łatwo przychodzi wielu ludziom odpowiedzialność zbiorowa?
Oczywiście nie oznacza to, że należy przemilczać zło. Każde przestępstwo powinno zostać nazwane po imieniu, a jego sprawcy muszą ponieść odpowiedzialność. Tego domaga się sprawiedliwość. Jednak czym innym jest rozliczenie winnego, a czym innym oskarżanie tysięcy niewinnych ludzi tylko dlatego, że należą do tej samej wspólnoty.
Jeden samolot spada…
Jest takie porównanie, które od dawna pozostaje w mojej pamięci. Każdego dnia po niebie latają tysiące samolotów. Miliony ludzi bezpiecznie docierają do swoich rodzin, pracy czy na wakacje. Nie mówi się o tym w serwisach informacyjnych. Jednak wystarczy jedna katastrofa, aby przez wiele dni mówił o niej cały świat.
Podobnie jest z kapłaństwem. Każdego dnia tysiące księży odprawia Eucharystię, odwiedza chorych, spowiada, prowadzi rekolekcje, katechizuje dzieci, pomaga ubogim, organizuje zbiórki charytatywne czy po prostu jest obecnych tam, gdzie ktoś potrzebuje wsparcia. O tym nie usłyszmy w mediach.
Natomiast grzech jednego duchownego natychmiast staje się nagłówkiem portali internetowych, tematem programów telewizyjnych i gorących dyskusji. Nie twierdzę, że nie należy o tym mówić. Trzeba mówić i trzeba reagować. Należy oczyszczać Kościół, ale w tym wszystkim warto również pamiętać, że zło jednego człowieka nie przekreśla dobra tysięcy innych.
Trudno być księdzem
O tym, jak łatwo ocenia się księdza i jak trudno sprostać ludzkim oczekiwaniom, niezwykle trafnie pisał ks. Jan Twardowski. Jego słowa, choć powstały wiele lat temu, pozostają zaskakująco aktualne również dzisiaj.
Byłem kiedyś na prymicji, czyli pierwszej Mszy świętej, odprawionej przez młodego księdza, i pomyślałem sobie, jak trudno być księdzem. Jak ksiądz ma połataną sutannę, mówią: – Jaki nieporządny! Jak ma piękną i nową, zastanawiają się: – Za co on ją kupił? Jak ksiądz jest przystojny, mówią: – Zmarnuje się chłopaczysko! Jak jest brzydki: – Co?! To już takie łamagi święcą na księży? Jak mówi długie kazania, mówią: – Zamęczy nas! Jak mówi krótkie: – Nieprzygotowany! Jak jest młody, mówią: – Za młody! Nie ma doświadczenia! Grzech machnie ogonem i przewróci się. Jak jest stary: – No tak, święty, bo stary. Grzechy same od niego pouciekały. Trudno być księdzem, dlatego ksiądz odwraca się czasem do ludzi plecami, żeby nie widzieli jak płacze, kiedy podnosi ukrytego Pana Jezusa w swoich rękach.
Słowa ks. Jana pokazują coś, czego często nie dostrzegamy. Kapłan jest nieustannie oceniany. To, co u innych pozostaje niezauważone, u księdza bardzo szybko staje się powodem krytyki. Ludzie obserwują sposób ubierania, mówienia, zachowania, a nawet uśmiechu.
Nie oznacza to, że księża nie powinni być wymagający wobec siebie. Wręcz przeciwnie. Jednak warto pamiętać, że pod sutanną również kryje się człowiek. Człowiek, który przeżywa zmęczenie, zniechęcenie, samotność i własne słabości.
„Ksiądz ma dobrze„
Bardzo często słyszę opinie, że księża żyją wygodnie. Podobno wszystko mają za darmo, nie płacą podatków, niczym się nie martwią. Za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć bardzo prostym pytaniem:
Jeżeli to rzeczywiście takie łatwe i wygodne życie, dlaczego tak niewielu rodziców pragnie, aby ich syn został księdzem?
Bardzo często ci sami ludzie, którzy mówią o wygodnym życiu duchownych, z przerażeniem reagują na myśl, że ich własne dziecko mogłoby wybrać kapłaństwo. To pokazuje, że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana niż internetowe stereotypy.
Czy naprawdę jestem winny?
Nie wybierałem miejsca urodzenia, ani czasów, w których przyszło mi żyć. Nie miałem również wpływu na decyzje innych księży. A jednak coraz częściej odnoszę wrażenie, że odpowiadam za czyny ludzi, których nigdy w życiu nie spotkałem. To bardzo trudne doświadczenie.
Nie chodzi tu o unikanie odpowiedzialności Kościoła za popełnione zło, ale chodzi o elementarną sprawiedliwość. Nikt nie powinien być osądzany wyłącznie z powodu przynależności do określonej grupy.
Głos młodego kapłana
Nie dziwi więc żal młodego kapłana, który w dniu swoich święceń zamiast życzeń i gratulacji spotkał się z falą hejtu, wyzwisk i oskarżeń.
(…) Jestem księdzem od kilku godzin. Tyle lat czekałem na ten moment, kiedy będę mógł założyć ornat i odprawić pierwszą Mszę św. (…) Ale w moim „najpiękniejszym dniu” napisałeś pod zdjęciem z moich święceń „kolejne pokolenie pedofili i nierobów” (…) Powiesz, że wstąpiłem do mafii, w której tuszowało się pedofilię, więc należało mi się. Ale ja nie mam z tymi zbrodniami nic wspólnego.
(…) Wybrałem niełatwą drogę kapłaństwa. Postaram się na niej żyć uczciwie, chociaż pewnie czasem upadnę, bo jestem tylko człowiekiem. Ale miałem odwagę zostać księdzem w czasach, w których mówisz „ksiądz”, a myślisz „pedofil”. (…) Jeśli twierdzisz, że księża żyją dostatnio, a Ty musisz ciężko pracować, to czemu sam nim nie zostałeś? Chętnie bym Ci wytłumaczył, że to nieprawda, że nie płacimy podatków. Ale nie będziesz słuchał (…) Bo tu nie chodzi o dyskusję na argumenty (…).
To tylko fragment niezwykle poruszającego świadectwa opublikowanego przez Weronikę Kostrzewę 29 maja 2022 roku. Zachęcam do przeczytania całego tekstu, ponieważ pokazuje on, z jakimi uprzedzeniami i osądami muszą mierzyć się dziś kapłani.
Chrześcijanin wobec hejtu
Nie mam pretensji do ludzi, którzy zadają trudne pytania. Nie boję się rozmowy, ani tym bardziej nie uciekam od odpowiedzialności. Boli mnie jednak coś innego. Hejt nigdy prowadzi do prawdy ani tym bardziej nie pomaga ofiarom. Hejtując duchownych nie oczyścimy w ten sposób Kościoła i nie zbudujemy w taki sposób niczego dobrego. Będzie to jedynie kolejny cios zadanym komuś, kogo często nawet się nie zna.
Chrześcijaństwo nigdy nie uczyło odpowiedzialności zbiorowej. Jezus patrzył na każdego człowieka indywidualnie. Nie potępiał wszystkich celników z powodu jednego celnika. Nie odrzucał wszystkich uczniów dlatego, że Judasz Go zdradził i nie przestał kochać Piotra, mimo że ten się Go wyparł. Jezus patrzył na konkretnego człowieka i może właśnie tego najbardziej brakuje w dzisiejszym świecie.
Czy jestem w mafii?
Wracam więc do pytania, które usłyszałem tamtego dnia: Czy jestem w mafii?
Jeżeli przez mafię rozumiemy wspólnotę ludzi grzesznych, to odpowiedź brzmi: tak. Kościół od dwóch tysięcy lat składa się z grzeszników i nigdy tego nie ukrywał. Jeżeli jednak ktoś twierdzi, że każdy ksiądz jest przestępcą, złodziejem albo człowiekiem pozbawionym sumienia tylko dlatego, że nosi sutannę, to nie mówi już o faktach. Mówi o uprzedzeniach, a na to nie może być nigdy zgody i przyzwolenia.
Podsumowanie
Nie oczekuję, że wszyscy będą lubili księży ani bezkrytycznego spojrzenia na Kościół. Proszę jedynie o sprawiedliwość. O ocenianie ludzi według ich czynów, a nie według stereotypów. Bo zanim jestem księdzem, jestem człowiekiem. Mam swoje słabości, błędy i ograniczenia. Jednocześnie każdego dnia staram się wiernie realizować powołanie, do którego zaprosił mnie Chrystus. Dlatego, gdy ktoś pyta mnie: Czy jesteś w mafii?, odpowiadam spokojnie: Nie. Jestem w Kościele. A Kościół, mimo grzechów swoich członków, wciąż pozostaje wspólnotą ludzi, którzy każdego dnia próbują iść za Jezusem Chrystusem.