Blog

Szkoły Nowej Ewangelizacji – znak odnowy czy sygnał kryzysu?

W tym wpisie chciałbym podzielić się kilkoma przemyśleniami na temat Szkół Nowej Ewangelizacji. Od razu jednak zaznaczam: nie jest to tekst wymierzony w kogokolwiek ani próba krytyki ad personam. Przeciwnie – to refleksja rodząca się z troski o Kościół oraz o sposób, w jaki dziś głoszona jest Ewangelia.

Dynamiczny rozwój inicjatyw ewangelizacyjnych

Nie da się ukryć, że od kilku dekad obserwujemy intensywny rozwój różnorodnych dzieł ewangelizacyjnych. Warsztaty, kursy, konferencje, rekolekcje czy szkolenia – ich liczba oraz rozmach naprawdę imponują. I trudno się temu dziwić, skoro sam Chrystus polecił: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16,15).

Co więcej, nie jest mi to środowisko obce. Jako kleryk uczestniczyłem m.in. w:

  • Seminarium Odnowy Wiary,
  • kursie Nowe Życie,
  • kursie Emaus,
  • kursie Jan,
  • kursie animacji charyzmatycznej.

Dlatego wiem z doświadczenia, że te inicjatywy mogą przynosić dobre owoce i realnie prowadzić ludzi do pogłębienia relacji z Bogiem.

Skąd więc rodzi się niepokój?

A jednak, patrząc na te wydarzenia – często bardzo widowiskowe i organizowane z dużym rozmachem – zadaję sobie pytanie: co my, jako Kościół i jako duszpasterze, zrobiliśmy z Ewangelią?

Oczywiście, to pewne uproszczenie. Niemniej jednak trudno nie zauważyć pewnego napięcia. Czy nie doszliśmy do momentu, w którym:

  • aby głosić Ewangelię, potrzebujemy specjalistycznego szkolenia,
  • aby odkryć zbawienie w Chrystusie, konieczny jest dedykowany kurs,
  • aby pogłębić wiarę, trzeba zapisać się na kolejne seminarium formacyjne?

Z jednej strony stadiony i hale konferencyjne wypełniają się po brzegi podczas wydarzeń ewangelizacyjnych. Z drugiej – w wielu miejscach kościoły pustoszeją, a młodych ludzi jest coraz mniej. Dlaczego tak się dzieje? Gdzie tkwi przyczyna?

Czy Chrystus „na stadionie” jest inny?

Pojawia się kolejne pytanie: Czy Chrystus obecny podczas dużych wydarzeń ewangelizacyjnych jest inny – bardziej przekonujący, bardziej „skuteczny” – niż Ten sam Chrystus obecny w małym, parafialnym kościele?
Czy Eucharystia sprawowana na stadionie ma „większą moc” niż ta celebrowana przez starszego kapłana w niewielkiej wiejskiej świątyni?

Oczywiście, że nie.

A jednak coś sprawia, że wielu ludzi właśnie tam doświadcza poruszenia serca. I właśnie to „coś” domaga się uczciwej refleksji.

Osłabiona moc kerygmatu?

Dynamiczny rozwój Szkół Nowej Ewangelizacji może być znakiem działania Ducha Świętego. Jednak może być również sygnałem, że w zwyczajnym duszpasterstwie gdzieś osłabła moc kerygmatu.

Być może tradycyjne przepowiadanie w niektórych miejscach stało się zbyt ogólne, zbyt moralizujące, a jednocześnie zbyt mało skoncentrowane na osobie Jezusa.

Nie twierdzę, że liturgia przestała być miejscem spotkania z Bogiem. Jednak dla wielu ludzi przestała być doświadczeniem żywego spotkania z Chrystusem. W wielu sytuacjach (a jest ich z pewnością nie mało) głoszona Dobra Nowina przestała być Dobrą Nowiną… Wierni zamiast o Chrystusie słyszą o polityce, ekologii, trosce o zwierzęta… a Chrystus? Chrystus zszedł gdzieś na dalszy plan, stając się nieraz smutnym dodatkiem do liturgii…

Problemem nie jest nowa ewangelizacja. Problemem byłoby raczej to, gdyby stała się ona konieczna dlatego, że zwyczajna ewangelizacja utraciła swoją prostotę i siłę.

Powrót do pierwszej miłości

Być może zamiast nieustannie tworzyć nowe strategie duszpasterskie, potrzeba przede wszystkim powrotu do pierwszej miłości – do Chrystusa, do Słowa Bożego i do prostego, odważnego głoszenia kerygmatu.

Czy możemy coś zrobić?

Nie ma jednej recepty. Jednak wydaje się, że warto:

  • modlić się za tych, którym powierzono misję przepowiadania,
  • reagować z miłością i szacunkiem, gdy ambona wykorzystywana jest do celów niezwiązanych z Ewangelią,
  • podejmować – zwłaszcza jako duszpasterze – nieustanne nawrócenie pastoralne.

„Idź i odbuduj mój Kościół”

W tym kontekście, myślę, że to nie jest przypadkiem, że w Kościele przeżywamy akurat rok św. Franciszka z Asyżu. To właśnie ten biedaczyna doświadczył przejmującej wizji Zbawiciela, który powiedział do niego: Franciszku, idź odbuduj mój Kościół, który jak widzisz jest w ruinie…

Franciszek początkowo zrozumiał te słowa bardzo dosłownie, dopiero później odkrył ich głębszy sens – że chodzi o odnowę ludzkich serc.

Może więc tegoroczny Wielki Post jest czasem, aby to wezwanie wybrzmiało również w nas.

Kościele święty – wróć do pierwszej swej miłości.
Wróć do głoszenia Dobrej Nowiny, w której centrum jest żywy Chrystus.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x